Wszystko o transferach
 Piątek, 13 lipca 2001
Poczta  -  Kartki  -  Wyszukiwarka  -  Czat  -  Forum  -  Pogoda  -  Pomoc
Powrót na stronę główną
 
CZAS WOLNY TELEWIZJA KOBIETA DOM I NIERUCHOMOŚCI AUTO-MOTO ZDROWIE TURYSTYKA



Anna Krężlewicz: Najpierw zbierała Pani znaczki pocztowe. Później w klaserze miejsce znaczków zajęły torebki po herbacie. Dlaczego?

Irena Topińska: Torebki, tak jak znaczki, to przedmioty typowo kolekcjonerskie. Nie spotkałam wprawdzie żadnego kolekcjonera torebek, ale ich zbieranie uważam za rzecz naturalną. Jeśli chodzi o styl zbierania, to z torebkami jest jednak zupełnie inaczej niż ze znaczkami.

Czyli jak?

- W przypadku znaczków wchodzi się do sklepu i hurtem kupuje kilkanaście albo od razu całą serię. Takie kupowanie do kolekcji nie odpowiada mi - jestem niedzielnym zbieraczem. Kupuję herbatę, a torebki - przy okazji. Ryzykuję co prawda, że herbata będzie niedobra albo że kupię niepakowaną w torebki - przy szczelnym pudełku nie zawsze można to sprawdzić. Dlatego moje hobby to trochę polowanie, a trochę zabawa.

Kiedy zaczęła Pani zbierać torebki?

- Za Gierka. To były pickwicki. Na początku kilka sztuk, potem następne. Wrzucałam je do pudełka. Po kilku latach wyrzuciłam znaczki - w ich miejsce powkładałam torebki. Chciałam zbierać jeszcze papierowe końcówki od herbacianych sznurków, ale zrezygnowałam na samą myśl o tym, ile ciekawych do tej pory przegapiłam.

Chciałabym zdobyć torebkę, która pierwsza weszła do sprzedaży. Za nią zapłaciłabym może nawet ponad 500 zł. Ale musiałabym mieć pewność, że torebka pochodzi z tej właśnie pierwszej serii. Wtedy chyba przestałabym być niedzielnym zbieraczem, a zajęłabym się zbieraniem na poważnie.

Czy gromadzi Pani informacje na temat torebek?

- Nie. Dopiero czytając wywiad z kolekcjonerem komiksów, zrozumiałam, jak niewiele wiem na temat torebek. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie ani w jakim kraju pojawiły się na rynku. Zaczęłam się jedynie zastanawiać nad datą 1706 widniejącą na torebkach Twininngs. Zaciekawiło mnie, że ta sama firma istnieje tak długo. Natomiast nie szukam specjalnie informacji ani w Internecie, ani w bibliotekach. Mam swoje drobne obserwacje, np. takie, że jest bardzo mało torebek w kolorze niebieskim, przeważa zieleń, czerwień i kolor żółty. Może zdaniem marketingowców niebieska torebka źle się kojarzy.

Co Pani najbardziej lubi w swoim hobby?

- Porządkowanie torebek w klaserze. Kiedyś myślałam o zrobieniu z nich kolażu, oprawie w antyramę, powieszeniu na ścianie w kuchni. Ale zrezygnowałam, bo brakowałoby mi tego układania, które traktuję jak relaks po pracy. Wiem, że powinnam kupić nowy klaser - w tym nie wszystko mi się już mieści. Czuję jednak tremę, że będę się musiała do niego przyzwyczaić.

Wspominała Pani, że nie zna nikogo, kto by zbierał torebki.

- Chętnie poznałabym taką osobę, choć niewiele mam podwójnych torebek na wymianę. Kiedyś wszystkie zbierałam po dwie, właśnie z taką myślą. Ale któregoś dnia zwątpiłam, że poznam innego kolekcjonera, i wszystkie je wyrzuciłam. Teraz trochę żałuję. Może jednak ktoś taki się znajdzie?

Irena Topińska jest pracownikiem uniwersytetu , wykłada matematykę. Zajmuje się także polityka społeczną

Tydzień temu zapowiedzieliśmy prezentację torebek od herbaty pani Topińskiej. Do redakcji zdążył zgłosić się następny kolekcjoner torebek, zbierający je wspólnie z mamą od początku lat 80.

Anna Krężlewicz: Widzi Pan różnicę między obiema kolekcjami?

Jakub Harasymowicz: W tamtej kolekcji są głównie torebki po herbacie czysto owocowej. My z mamą zbieramy torebki tylko po czarnej herbacie owocowej. I nasza kolekcja jest mniejsza, to ok. 190 torebek. Najwięcej mamy dilmahów, doczekały się nawet własnego klasera. Ale widzę, że ta pani ma najwięcej liptonów.

Czy szukał Pan kontaktu z innymi zbieraczami torebek?

- Zrobiłem własną stronę w Internecie, ale nie zagląda do niej zbyt wiele osób. Udało mi się wprawdzie nawiązać kontakt z kolekcjonerem z Belgii, od którego dostałem znaczną część mojej kolekcji. Ten człowiek ma ponad dwa i pół tysiąca torebek! Z Internetu wiem, że torebki zbiera też jakiś Fin i Niemiec. Ale z nimi nie zdołałem się skontakować.

A w Polsce?

- Nie natknąłem się na żadnego kolekcjonera. Mama zostawiła swój numer telefonu w kilku herbaciarniach, licząc, że taki jak my zapaleniec zechce się z nami skontaktować. Niestety, nie udało się. Jak tylko będę miał trochę czasu, zamierzam poszperać w Internecie, zadzwonię do producentów herbaty. No i liczymy na tę panią. Mamy co wymieniać, bo wiele naszych torebek się dubluje.

W jaki sposób powiększają Państwo swoją kolekcję?

- Te zagraniczne głównie przez znajomych, bo niewiele jeździmy zagranicę. Mimo że na co dzień pijamy herbatę liściastą, to jednak kupujemy tę ekspresową - dla torebek, choć bywa, że na opakowaniu jest wizerunek innej torebki, niż jest w środku. Czasem udaje mi się wypatrzyć torebkę na kawiarnianym stoliku. W kolekcji poznać je można po nieeleganckim rozdarciu.

Ile zapłaciłby Pan za torebkę?

- Jeśli byłaby to ta historyczna, pierwsza torebka, to byłbym skłonny wydać nawet i 100 zł.

Jakub Harasymowicz ma 32 lata, prowadzi własną firmę komputerowo-marketingową (opisuje swoje torebki - po prawej). Jego mama, pani Maria, jest nauczycielką biologii w liceum

KOLEKCJONER ukazuje się w każdą sobotę. A w nim: niezwykłe kolekcje, rzadkie eksponaty czytelników (tel. 841 05 75, e-mail: stoleczna@gazeta.pl, adres: "Gazeta Stołeczna", ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa).






 

gazeta.pl - Copyright © AGORA S.A.Ochrona prywatności i warunki użytkowania serwisuReklama na naszych stronachPomoc