Anna Krężlewicz: Najpierw zbierała Pani znaczki
pocztowe. Później w klaserze miejsce znaczków zajęły torebki po
herbacie. Dlaczego?
Irena Topińska: Torebki, tak jak znaczki, to
przedmioty typowo kolekcjonerskie. Nie spotkałam wprawdzie żadnego
kolekcjonera torebek, ale ich zbieranie uważam za rzecz naturalną.
Jeśli chodzi o styl zbierania, to z torebkami jest jednak zupełnie
inaczej niż ze znaczkami.
Czyli jak?
- W przypadku znaczków wchodzi się do sklepu i
hurtem kupuje kilkanaście albo od razu całą serię. Takie kupowanie
do kolekcji nie odpowiada mi - jestem niedzielnym zbieraczem. Kupuję
herbatę, a torebki - przy okazji. Ryzykuję co prawda, że herbata
będzie niedobra albo że kupię niepakowaną w torebki - przy szczelnym
pudełku nie zawsze można to sprawdzić. Dlatego moje hobby to trochę
polowanie, a trochę zabawa.
Kiedy zaczęła Pani zbierać
torebki?
- Za Gierka. To były pickwicki. Na początku kilka
sztuk, potem następne. Wrzucałam je do pudełka. Po kilku latach
wyrzuciłam znaczki - w ich miejsce powkładałam torebki. Chciałam
zbierać jeszcze papierowe końcówki od herbacianych sznurków, ale
zrezygnowałam na samą myśl o tym, ile ciekawych do tej pory
przegapiłam.
Chciałabym zdobyć torebkę, która pierwsza weszła
do sprzedaży. Za nią zapłaciłabym może nawet ponad 500 zł. Ale
musiałabym mieć pewność, że torebka pochodzi z tej właśnie pierwszej
serii. Wtedy chyba przestałabym być niedzielnym zbieraczem, a
zajęłabym się zbieraniem na poważnie.
Czy gromadzi Pani informacje na temat
torebek?
- Nie. Dopiero czytając wywiad z kolekcjonerem
komiksów, zrozumiałam, jak niewiele wiem na temat torebek. Nawet nie
wiem, kiedy dokładnie ani w jakim kraju pojawiły się na rynku.
Zaczęłam się jedynie zastanawiać nad datą 1706 widniejącą na
torebkach Twininngs. Zaciekawiło mnie, że ta sama firma istnieje tak
długo. Natomiast nie szukam specjalnie informacji ani w Internecie,
ani w bibliotekach. Mam swoje drobne obserwacje, np. takie, że jest
bardzo mało torebek w kolorze niebieskim, przeważa zieleń, czerwień
i kolor żółty. Może zdaniem marketingowców niebieska torebka źle się
kojarzy.
Co Pani najbardziej lubi w swoim
hobby?
- Porządkowanie torebek w klaserze. Kiedyś
myślałam o zrobieniu z nich kolażu, oprawie w antyramę, powieszeniu
na ścianie w kuchni. Ale zrezygnowałam, bo brakowałoby mi tego
układania, które traktuję jak relaks po pracy. Wiem, że powinnam
kupić nowy klaser - w tym nie wszystko mi się już mieści. Czuję
jednak tremę, że będę się musiała do niego
przyzwyczaić.
Wspominała Pani, że nie zna nikogo, kto by
zbierał torebki.
- Chętnie poznałabym taką osobę, choć niewiele mam
podwójnych torebek na wymianę. Kiedyś wszystkie zbierałam po dwie,
właśnie z taką myślą. Ale któregoś dnia zwątpiłam, że poznam innego
kolekcjonera, i wszystkie je wyrzuciłam. Teraz trochę żałuję. Może
jednak ktoś taki się znajdzie?
Irena Topińska jest pracownikiem uniwersytetu ,
wykłada matematykę. Zajmuje się także polityka
społeczną
Tydzień temu zapowiedzieliśmy prezentację torebek
od herbaty pani Topińskiej. Do redakcji zdążył zgłosić się następny
kolekcjoner torebek, zbierający je wspólnie z mamą od początku lat
80.
Anna Krężlewicz: Widzi Pan różnicę między
obiema kolekcjami?
Jakub Harasymowicz: W tamtej kolekcji są głównie
torebki po herbacie czysto owocowej. My z mamą zbieramy torebki
tylko po czarnej herbacie owocowej. I nasza kolekcja jest mniejsza,
to ok. 190 torebek. Najwięcej mamy dilmahów, doczekały się nawet
własnego klasera. Ale widzę, że ta pani ma najwięcej
liptonów.
Czy szukał Pan kontaktu z innymi zbieraczami
torebek?
- Zrobiłem własną stronę w Internecie, ale nie
zagląda do niej zbyt wiele osób. Udało mi się wprawdzie nawiązać
kontakt z kolekcjonerem z Belgii, od którego dostałem znaczną część
mojej kolekcji. Ten człowiek ma ponad dwa i pół tysiąca torebek! Z
Internetu wiem, że torebki zbiera też jakiś Fin i Niemiec. Ale z
nimi nie zdołałem się skontakować.
A w Polsce?
- Nie natknąłem się na żadnego kolekcjonera. Mama
zostawiła swój numer telefonu w kilku herbaciarniach, licząc, że
taki jak my zapaleniec zechce się z nami skontaktować. Niestety, nie
udało się. Jak tylko będę miał trochę czasu, zamierzam poszperać w
Internecie, zadzwonię do producentów herbaty. No i liczymy na tę
panią. Mamy co wymieniać, bo wiele naszych torebek się
dubluje.
W jaki sposób powiększają Państwo swoją
kolekcję?
- Te zagraniczne głównie przez znajomych, bo
niewiele jeździmy zagranicę. Mimo że na co dzień pijamy herbatę
liściastą, to jednak kupujemy tę ekspresową - dla torebek, choć
bywa, że na opakowaniu jest wizerunek innej torebki, niż jest w
środku. Czasem udaje mi się wypatrzyć torebkę na kawiarnianym
stoliku. W kolekcji poznać je można po nieeleganckim
rozdarciu.
Ile zapłaciłby Pan za
torebkę?
- Jeśli byłaby to ta historyczna, pierwsza
torebka, to byłbym skłonny wydać nawet i 100 zł.
Jakub Harasymowicz ma 32 lata, prowadzi własną
firmę komputerowo-marketingową (opisuje swoje torebki - po prawej).
Jego mama, pani Maria, jest nauczycielką biologii w
liceum
KOLEKCJONER ukazuje się w każdą sobotę. A w
nim: niezwykłe kolekcje, rzadkie eksponaty czytelników (tel. 841 05
75, e-mail: stoleczna@gazeta.pl, adres:
"Gazeta Stołeczna", ul. Czerska 8/10, 00-732
Warszawa).
|